|
|
Blog > Komentarze do wpisu
48h bez snu (ja) vs egzamin z mikrobów
Zapisałem się na przedtermin egzaminu z mikrobiologii. Pewne wydarzenia sprawiły, że zmieniłem zdanie i chciałem się przepisać na przyszły tydzień. Po nieprzespanej nocy (przyczyny nie zdradzę, powiem tylko że przyjemnie było) wybrałem się do katedry wielbiącej drobnoustroje celem załatwienia powyższego... miła pani portierka władająca listami osób na egzamin oznajmiła mi, że już za późno i żebym sobie zerknął do gabloty, bo tam są już gotowe i zatwierdzone przez prof. listy zdających. Ups... no ok, pomyślałem, życie mnie jak zwykle nie rozpieszcza. Mimo bycia padniętym wziąłem się za naukę, pół dnia i cała noc zakuwania. Rano czekały mnie jeszcze ćw. z patofizjologii, było na nich ciekawie, ale chyba głównie dlatego, że miałem już halucynacje ze zmęczenia. O godz. 11 siedziałem już (przy stoliku pilnujących...sic! - bo miejsc na sali nie było, tak rzadko porozsadzali wszystkich) czekając na pytania. Kurwa ! średnie (pomyślałem): metody wrażliwości na antybiotyki czytałem miesiąc temu, ziarenkowce Gram(-) zignorowałem twierdząc, że nie ma w nich nic ciekawego, grzyby mi do gustu nigdy nie przypadały, a zakażenia oportunistyczny w AIDS były zabawnie proste, więc tylko rzuciłem na nie okiem. Pech los chciał, że takie właśnie trafiłem pytania, moje nadzieje na popisanie się wiedzą z gruźlicy, znajomością grup antybiotyków, czy opis paciorkowców, gronkowców, pałeczek Gram(-), czy eleganckiej Chlamydii, poszły się jebać. No ale napisałem, powalczyłem i w ogóle. Wyniki za kilka dni, zobaczymy czy zapamiętam mikrobiologię jako gówniany przedmiot czy przy okazji jako znienawidzoną katedrę i będę życzył żeby sraczka dopadła panią prof. ;] piątek, 20 maja 2011, akardo007
|