|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Misz-masz
Ciężko mi się zebrać do pisania przy tym codziennym wirze obowiązków, life is brutal, no ale... Dzisiaj będzie o sprawach różnych, trochę humorystycznie, dzieci proszone są o opuszczenie bloga ;] Rozmawiałem tak ostatnio ze znajomą i mi się poprzypominały różne historie dotyczące pacjentów, czy to zobaczone na własne oczy na dyżurze czy zasłyszane na bloku operacyjnym od chirurgów, przecież w trakcie zabiegu doktory muszą o czymś gadać żeby ciekawiej było, a i student się wtajemniczy co nieco. Poza tym, doktor też musi mieć coś od życia, np. trochę rozrywki. Zdarzenie: siedzę sobie w dyżurce z chirurgiem, rozmawiamy, nagle telefon, dzwoni pielęgniarka z izby przyjęć, że się zgłosił pan po 50-tce, razem z żoną, oboje mają wstydliwe miny i nie chcą rozmawiać, ani nawet usiąść w poczekalni. Schodzimy więc na dół, żona pacjenta postanowiła zaczekać na zewnątrz. W gabinecie pan się przyznał, że usiąść nie chciał bo go uwiera. Po chwili wyjaśnienia okazało się, że mieli rocznicę ślubu i postanowili zjeść kolację przy świecach, a że wina troche wlali żeby się lepiej trawiło to i na ciekawy pomysł wpadli... pomysł pt. "zróbmy sobie dobrze świecami" , panu niestety się świeca złamała kiedy ją sobie wsadził w dupę. Niestety utkwiła na dobre w odbytnicy. Jak sobie przypomne jak trudno było mi i dochtorowi zachować powagę w tej sytuacji, i że nam się to udało, to sam jestem pełen podziwu ;]
Kiedy byłem na I roku studiów, chodziłem na koło medycyny sądowej, starszy kolega mnie w to wplątał. Jeden przypadek denata był po prostu hitem roku. Młody mężczyzna wpadł na pomysł, że pobawi się w McGayvera i w ten sposób doprowadzi się do rozkoszy. Do tego celu zmontował obwód elektryczny poprzez wsadzenie jednego końca druta w gniazdko elektryczne, drugi koniec rozdzielil na 2 części... jedną sobie wsunął w odbyt, drugą w cewkę moczową. Prąd popłynął, ale gość chyba nie był dobry z fizyki bo nie wpadł na to, że go popieści zbyt mocno. Zmarł na miejscu. Widok policjantów kiedy go znaleźli nagiego z drutami w otworach - podobno bezcenny.
A na koniec smutna historia bo dzisiaj mam zły dzień więc nie wypada mi skakać z radości. Moje ręce w tej sytuacji na szczęście nie zostały splamione krwią, ale to czego się dowiedziałem woła o pomstę do nieba. Byłem na dyżurze w pogotowiu, krzątałem się po bazie z książką w rękach, było nudno. W ten dzień byłem na "P" , więc karetka z ratownikami, do mniej poważnych wezwań. Zadzwonił telefon, ktoś wezwał pogotowie do bólu w klatce. Dyspozytorka wyznaczyła zespół "R" (z lekarzem) do wyjazdu. Adrenalinka się podniosła, spakowali się chłopaki (i młoda pani dr... pediatra) i pojechali. Wracają prawie za półtorej godziny. FAIL. Pacjent zmarł. Wypytuje ratownika: why ? Okazało się, że wezwanie było od młodej kobiety, z dwójką małych dzieci, jej mąż zasłabł, miał ból klatki piersiowej, nie wiedziała jak mu pomóc. Ekipa ratownicza przybyła, zrobili mu EKG, wyszła asystolia (linia izoelektryczna). Młoda pani dr - przerażona, skuliła się jeszcze bardziej kiedy nakrzyczał na nią jeden z ratowników (turboratownik - zorientowani wiedzą co to za rasa ;] ). Powiedział jej, że żadnych leków tutaj podać nie trzeba, trzeba...DEFIBRYLOWAĆ ! No i pieścili gościa tak długo aż zszedł. Wygląda na to, że nie ponieśli konsekwencji. wtorek, 17 maja 2011, akardo007
|